blog MariiGerity
poniedziałek, 23 marzec 2009 - 08:49, napisałam w temacie Związki
Skomentujesz jako pierwsza?

Dokąd idzie miłość, kiedy odchodzi?

Bajka terapeutyczna opowiadająca o tym, jak odbudować związek, zaczerpnięta z książki Leslie Cameron-Bandler "Ku harmonii w miłości. Jak pogłębić to, co w życiu najpiękniejsze".

Dawno, dawno temu, w nie całkiem mitycznej krainie Nom, zakochało się w sobie dwoje przemiłych ludzi. Postanowili być razem do końca swoich dni i wspólnie cieszyć się przepełniającym ich uczuciem. Wierzyli, że miłość zwycięża wszystko, i snuli marzenia o przyszłości wypełnionej szczęściem i nieustającą radością.

Nie minęło wiele czasu i oto jakiś złośliwy diablik potajemnie zakradł się do ich domostwa i powoli, nie widziany i nie słyszany, zaczął drążyć swe korytarze, zbliżając się coraz bardziej do źródła łączącej ich więzi. Początkowo każde z nich sądziło, że chodzi jedynie o chwilowy zły nastrój drugiego. Po pewnym czasie nabrali podejrzeń, że na partnera padł jakiś urok. Utrzymanie choćby pozorów szczęścia, które niegdyś samo tak bujnie kwitło, kosztowało coraz więcej wysiłku. W końcu zaczęli oskarżać się wzajemnie o spowodowanie całego zła, dowodząc jednocześnie własnej niewinności. Z przyjaciół i krewnych uczynili swoich sprzymierzeńców; strony stanęły naprzeciw siebie, wybuchła otwarta nienawiść.

Wrogość potęgowała się, poproszono więc na pomoc mędrców - konsultantów. Trzech z nich orzekło, że wina leży bez wątpienia po stronie mężczyzny. Zdaniem innych trzech wina kobiety nie ulegała kwestii. Każda ze stron gromadziła dowody i budowała teorie na rzecz swojej tezy, a w efekcie spór zaostrzał się jeszcze bardziej. Mężczyzna i kobieta nie mogli już patrzeć na siebie bez uczucia złości i zawodu. Zdarzało się jednak, że w chwilach samotności przychodziło zwątpienie. „A może to moja wina?" - pytali wówczas samych siebie. Upłynęło jeszcze trochę czasu i sprawa trafiła do sądu.

Wniesiono pozew z orzeczeniem o winie. Mądry, doświadczony sędzia, po wysłuchaniu obu stron, pochylił się nad stołem i powiedział:
- Zanim przejdziemy dalej, muszę wam coś powiedzieć. Ten, kogo uznam za winnego, zostanie skazany na karę dożywotniego nieszczęścia i poddany torturom straszliwego poczucia winy. Drugie z was będzie uniewinnione i otrzyma szansę ułożenia sobie życia. Jakkolwiek wiele byłoby przeciwieństw, nie jest to niemożliwe. Dlatego chcę dać wam możliwość wyboru. Jeżeli któreś z was jest całkowicie pewne, że racja leży po jego stronie, wówczas jestem gotów słuchać dalej i wydać wyrok. Pamiętajcie jednak, że nie jestem doskonały i mogę się mylić. Ryzykujecie więc własną przyszłość, zdając się bez reszty na mnie i siłę waszego przekonania. Druga możliwość jest taka: zwrócicie się do urzędującego przy naszym sądzie technologa spraw życiowych, a on pokaże wam inne wyjście niż orzekanie, kto zawinił.

To drugie wyjście przestraszyło, ale też zaintrygowało i mężczyznę, i kobietę. Żadne z nich nie było w głębi serca całkowicie pewne, po czyjej stronie leży wina, a wszyscy słyszeli o wielkiej mocy i tajemnej wiedzy technologów spraw życiowych. Po burzliwej dyskusji, wbrew radom konsultantów, adwokatów, przyjaciół i krewnych, postanowili raczej zmierzyć się z nieznanym niż uzależnić swą przyszłość od kaprysów przewodu sądowego.

Następnego dnia przybyli do laboratorium i niespokojnie czekali w biurze Głównego Technologa. Niespodziewanie pojawił się asystent, który gestem dłoni kazał im podążyć za sobą. Szli długimi korytarzami. Po obu stronach znajdowały się liczne pokoje wypełnione wielkimi maszynami i sprzętem naukowym. Na koniec weszli do małego pokoju, całkiem ciemnego, jeżeli nie liczyć delikatnej, czerwonej poświaty. Całe jego wyposażenie stanowiły dwa krzesła. Asystent wyszedł bez słowa. Kobieta i mężczyzna usiedli i rozglądali się nerwowo. Wtem otworzyły się drzwi i w pokoju pojawiła się jakaś postać. Od białego fartucha bił czerwony blask, co dawało niesamowity efekt. Blask ten, jak spostrzegli obydwoje, zdawał się dochodzić zewsząd i znikąd zarazem. Postać, która przedstawiła się jako Technik Czwarty, skinęła dłonią i z podłogi wyłonił się mały terminal komputerowy. Zręczne palce zatańczyły na klawiaturze i na ekranie pojawiły się słowa.

Technik Czwarty obrócił się ku nim i zapytał:
- Czy wiecie, dlaczego tu jesteście? Kobieta i mężczyzna zawahali się, popatrzyli na siebie niepewnie.
- Jeżeli nie, to pozwólcie, że ja wam to pokrótce wytłumaczę. Oto postanowiliście, z tego czy innego powodu, nie szukać przyczyny ani winnego niepowodzeń. Zamiast tego zdecydowaliście się budować dalszą, udaną przyszłość. Gdyby to się powiodło, znikłaby potrzeba rozgrzebywania przeszłości. Z posiadanych przeze mnie danych wynika, że wasza sprawa jest typowa: kiedyś łączyła was wielka miłość, która teraz odeszła. Pozwólcie, że zadam jedno proste, choć zarazem skomplikowane pytanie: "Dokąd idzie miłość, kiedy odchodzi?" Odpowiedź na nie wyznacza drogę ku lepszej przyszłości.

Kobieta i mężczyzna byli tą wypowiedzią tak zaskoczeni, że mogli się zdobyć jedynie na wzruszenie ramionami. Technik Czwarty pokiwał głową.
- My tutaj, w Instytucie Doświadczeń Generatywnych, proponujemy ludziom, mającym takie same kłopoty jak wy, rozmaite wersje przyszłości. Zaraz przedstawię pokrótce każdą z nich, abyście mogli wybrać tę, która wam najbardziej odpowiada.

Zwinne palce wyczarowały na klawiaturze kolejny wzór. Czerwona poświata na moment jakby zadrżała, a następnie zogniskowała się na środku pokoju, w postaci zawieszonej w powietrzu, przeświecającej, czerwonej piramidy. Reszta pomieszczenia pogrążyła się w zupełnej ciemności.
- Teraz - podjął Technik Czwarty - chcę, aby każde z was pomyślało o jakimś przyjemnym zdarzeniu z przeszłości, mogącym symbolizować szczęście, jakiego teraz chcielibyście doznawać. Kobieta i mężczyzna spojrzeli na hologram. Nagle każde z nich ujrzało tam wspomnienie - własne wspomnienie. Zasmucili się, że szczęśliwe chwile, które dzielili ze sobą, znikły bez śladu.

Technik mówił dalej:
- Każde z was ujrzało pewne wydarzenie. Jeżeli wejdziecie do piramidy, będziecie nie tylko widzieli to wydarzenie od początku do końca, ale również doświadczycie wszystkich uczuć, dźwięków, zapachów, smaków z tamtego czasu. Jeżeli chcecie, możecie spróbować. Obydwoje weszli do piramidy. Przez moment ich postacie rozjarzyły się w drżącej, czerwonej poświacie, a następnie unieśli się do góry i roztopili we własnych wspomnieniach - najpierw kobieta, a zaraz po niej - mężczyzna. Wspomnienia sprawiły im radość i zadowolenie. Technik wystukał polecenie "przerwać" i "powrót".

Piramida zniknęła. Pokój znowu jarzył się czerwonawym blaskiem. Mężczyzna i kobieta stali razem, patrząc na siebie zupełnie jak wtedy, kiedy byli zakochani. Westchnęli głęboko i wrócili na swoje krzesła.
- Pierwsza proponowana przez nas możliwość - kontynuował uroczyście Technik Czwarty - polega na tym, że zainstalujemy u was w domu tyle piramid, ile będziecie chcieli. Każda z nich może pomieścić trzy wydarzenia trwające około sześciu godzin. Piramidy są kosztowne, więc możecie zamówić część z nich teraz, a część później.

Mężczyzna i kobieta popatrzyli na siebie z rosnącym zainteresowaniem.
- Muszę was jednak ostrzec - kontynuował Technik Czwarty - że większość z naszych klientów, którzy wybrali ten wariant, natrafiła tutaj na dwa problemy. Niektórych nudziło oglądanie tych samych wspomnień w nieskończoność. Kupowali więc nowe piramidy, aż wyczerpały się im pieniądze albo przyjemne wspomnienia. Inny, poważniejszy problem polegał na tym, iż niektóre małżeństwa przebywały w piramidzie tak długo, że później nie mogliśmy ich stamtąd wydobyć. - Technik przerwał na moment, po czym podjął znowu. - Jednak przy umiejętnym używaniu piramida wspomnień stanowi alternatywę dla uczucia niezadowolenia z życia.
Technik Czwarty znowu odwrócił się w stronę komputera. Poświata zadrżała i przemieniła się w szary, pulsujący obraz mózgu, zawieszony tam, gdzie uprzednio była piramida.
- Drugi program jest prostszy i tańszy, lecz o wiele częściej występuje w naturze. Mózg, który widzicie przed sobą, to pusty hologram, który może być wypełniony dowolną myślą czy przekonaniem.

Jest po prostu dużym bankiem informacji, który rejestruje zarówno dane, jak i programy służące ich przetwarzaniu, czyli -innymi słowy - fakty oraz przekonania nadające tym faktom sens i strukturę.

Technik wystukał na klawiaturze odpowiednie polecenie, po czym spojrzał przenikliwym wzrokiem na kobietę i mężczyznę.
- Ten program zawiera następującą możliwość: każde z was będzie przekonane bez cienia wątpliwości, że wina leży po stronie drugiego oraz że to drugie całkowicie się z tym zgadza. Wejdźcie do hologramu i spróbujcie.

Technik Czwarty gestem zaprosił siedzącą dwójkę do hologramu. Kobieta wstała z krzesła i podeszła. Nagle ujrzała wydarzenie, które w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca. Wiedziała, że się ją złośliwie obwinia. Czuła się zupełnie niewinna, ale to nie wypełniło pustki, jaką czuła w sobie. Mężczyzna poszedł w jej ślady i doświadczył tego samego.
- Rzecz jasna, wybór tej możliwości oznacza, że już nigdy się nie zejdziecie. Widzę, że zdajecie sobie sprawę również z innych wad tego rozwiązania. Jest to jednak możliwość, którą wielu ludzi bierze bardzo poważnie pod uwagę.

Mózg zniknął. Pokój znowu jarzył się na czerwono.
- Trzecia proponowana przez nas możliwość jest bardzo popularna. Możecie doświadczyć razem wspólnej przyszłości, nie ponosząc ryzyka nieprzyjemnych doznań.

Kolejna konfiguracja została rytmicznie wystukana na klawiaturze. Czerwona poświata raz jeszcze zadrżała, ale tym razem nie pojawił się żaden hologram. Zamiast tego mężczyznę i kobietę otoczył obłok zielonego, mieniącego się światła. Technik Czwarty poprosił, aby oboje przypomnieli sobie te szczęśliwe chwile, które, jak niegdyś marzyli, miały stanowić treść całego ich życia. Każde z nich osobno zaczęło dokonywać swoistego przeglądu wspomnień z czasów, kiedy byli w sobie zakochani i postanowili razem żyć. Przyjemne wspomnienia i uczucia wypełniły ich myśli i ciała. Następnie technik polecił im, by nawiązali ze sobą kontakt w dowolny, wybrany przez siebie sposób. Zwrócili się więc ku sobie i zaczęli rozmawiać, a wówczas zdarzyła się rzecz nader dziwna. Cokolwiek mówili czy robili, ciągle czuli to samo co wtedy, kiedy byli zakochani. Obydwoje eksperymentowali. Próbowali się nawzajem znieważać, zachowywali się nikczemnie, ale za każdym razem otrzymywali miłą, sympatyczną odpowiedź.

W końcu Technik Czwarty nacisnął odpowiednie klawisze i czerwona poświata wypłoszyła resztki zielonego blasku.
- Ta ewentualność stwarza perspektywę urozmaiconej przyszłości z ograniczoną amplitudą uczuć. Jej zaletą jest to, że eliminuje niebezpieczeństwo głębokich kryzysów. Zarazem jednak wyklucza możliwość wielkich uniesień.

Kobieta i mężczyzna ponownie spojrzeli na siebie zaintrygowani.
Technik podniósł się z krzesła i dał im znak, by poszli za nim. Znowu podążyli korytarzami, w których znajdowały się drzwi do rozlicznych pomieszczeń. Technik wszedł do jednego z nich, a mężczyzna i kobieta udali się za nim. Znaleźli się w pomieszczeniu wypełnionym tubami mierzącymi około metra średnicy oraz dwóch i pół metra wysokości. Tuby te stały ciasno obok siebie, jedne na drugich. Musiały być ich tysiące. Każda z nich zrobiona była ze szkła lub czegoś podobnego i wypełniona czerwoną poświatą.

Technik Czwarty popatrzył na nieco zatrwożone twarze kobiety i mężczyzny i powiedział beznamiętnym głosem:
- Tutaj macie czwartą i ostatnią możliwość. Jeżeli wejdziecie do takiej tuby, będziecie mogli żyć tak, jak wierzyliście, że będziecie, kiedy się spotkaliście. My jedynie wejrzymy w wasze oczekiwania z tamtych dni, zaprogramujemy odpowiedni moduł i wasze marzenia się spełnią. Co prawda będzie to przebiegać jedynie w waszej wyobraźni, ale wy nie zauważycie różnicy. Resztę życia spędzicie jakby w stanie śpiączki, doświadczając jednak wewnętrznie pełni życia. My będziemy podtrzymywać wasze funkcje życiowe i pobierać nadmiar energii, jaką wyprodukują wasze organizmy. Ta energia będzie zarazem opłatą za naszą usługę.

W tym miejscu technik skinął ręką. Dwie tuby otworzyły się, wypromieniowując czerwonawą poświatę.
- Te tuby zostały zaprogramowane do krótkiego pokazu - technik uczynił ręką zapraszający gest.
Mężczyzna podszedł ostrożnie. Drzwi za nim zamknęły się miękko. Spłynęło nań dziwne uczucie lekkości. Siedział w biurze Głównego Technologa, trzymając kobietę za rękę. Słyszał własny głos, tchnący przekonaniem, i wierzył w prawdziwość wypowiadanych przez siebie stów:
- Zdecydowaliśmy się nie korzystać z waszych usług. Sami zbudujemy sobie udaną przyszłość.
Kiedy wyszli, spojrzał swej towarzyszce głęboko w oczy i wiedział już, że odnajdą miłość, która ich kiedyś łączyła. Przekonanie to potwierdziły następnie trzy dni szczęścia, nieustającej radości i czułych rozmów. Mężczyzna zupełnie zapomniał o tym, że znajduje się w tubie, gdy nagle wszystko dokoła zniknęło i stanął oko w oko z technikiem. Kiedy wychodził z tuby, z takiej samej tuby obok wychodziła kobieta. Popatrzyli na siebie bez stów. Technik Czwarty zaprowadził ich na powrót do pokoju Głównego Technologa i powiedział, że teraz będą musieli zadecydować o swoim losie. Następnie wyszedł zostawiając ich samych.

Po jakiejś godzinie do pokoju wszedł Główny Technolog i zapytał:
- Cóż więc postanowiliście?
Zapytani spojrzeli po sobie, aż wreszcie kobieta odrzekła:
- Zdecydowaliśmy się nie korzystać z waszych usług, choć są bardzo kuszące. Postanowiliśmy na fundamencie dawnej miłości sami zbudować naszą przyszłość, tym razem z lepszym skutkiem. Mimo że na pewno nie wszystko będzie się układało po naszej myśli, to jednak będziemy się razem uczyć na błędach i pracować nad naszym szczęściem. Jeżeli nam się nie powiedzie, wrócimy tu, ale nie sądzę, aby tak się stało.
Po czym obydwoje pożegnali się i wyszli.

Główny Technolog zmarszczył brwi i odwrócił się w kierunku ściany, która na skinięcie jego dłoni znikła, ujawniając stojącego za nią Technika Czwartego.
- Znowu ci się udało - powiedział Główny Technolog. - Należy ci się za to oficjalna pochwała. A teraz wracaj do własnych zajęć.

Technik uśmiechnął się, Główny Technolog odwzajemnił uśmiech, a  kobieta i mężczyzna żyli długo i szczęśliwie.

***

Czy jest to po prostu bajka terapeuty? Bez wątpienia zawiera ona najbardziej pożądane zakończenie. Zamiast poszukiwać winnego, zamykać się w przeszłości albo żywić iluzjami, tych dwoje ludzi wybrało najlepsze rozwiązanie. Każde z nich będzie zachowywało się w stosunku do drugiego tak, aby wywołać najbardziej pozytywne reakcje, a trudności traktowane będą jako okazja do duchowego wzbogacenia. Co więcej, postanowili zrobić to na własną rękę, z dala od opiekuńczych skrzydeł terapeuty. Oczywiście, opowiedziana historia należy do świata fikcji. Nie jest też jasne, w jaki sposób tych dwoje ludzi znalazło szczęśliwe rozwiązanie. Czy zawdzięczali to przypadkowi, przebiegłości Technika, czy też może drobiazgowo opracowanemu planowi? A jeżeli był to plan, to czy można go odtworzyć?

Uwagi:

Tekst pochodzi z książki Leslie Cameron-Bandler Ku harmonii w miłości. Jak pogłębić to, co w życiu najpiękniejsze

Komentarze:

Napisz komentarz