blog MariiGerity
Sunday, 07 September 2008 - 09:32, napisałam w temacie Emocje
Komentarzy: 11.

Objawy depresji

Czy to już depresja?

Depresja jest odmiennym stanem świadomości utrzymującym się na tyle długo, by dezorganizować codzienną aktywność.

To właśnie chroniczność owego stanu różni depresję od przemijających przykrych emocji (smutku, przygnębienia, zniechęcenia...), których większość z nas czasami doświadcza. Typowe symptomy depresji to spadek aktywność życiowej, obniżenie nastroju, utrzymujące się uczucie zmęczenia, utrata zainteresowań i radości życia.

Objawy depresji w sferze emocjonalnej

  • smutek i towarzyszący mu lęk
  • przygnębienie, częsty płacz
  • zniecierpliwienie i drażliwość
  • utrata zainteresowań i zdolności do radowania się
  • zaniedbywanie potrzeb osobistych

Objawy depresji w sferze poznawczej

  • poczucie własnej bezwartościowości i winy
  • negowanie swojej osoby, samooskarżenie
  • pesymizm i rezygnacja
  • spadek sprawności myślenia i koncentracji
  • powracające myśli o śmierci i samobójstwie
  • urojenia depresyjne

Objawy depresji w sferze motywacyjnej

  • zniechęcenie do podejmowania jakichkolwiek działań - również tych, które w przeszłości były źródłem dużej przyjemności
  • trudności w podejmowaniu decyzji
  • unikanie kontaktów towarzyskich lub bark aktywności w trakcie ich trwania
  • zaniechanie zabiegów pielęgnacyjnych oraz dbałości o ubiór

Objawy depresji w sferze somatycznej

  • bezsenność lub nadmierna senność
  • brak łaknienia lub wzmożony apetyt
  • utrzymujące się osłabienie i brak energii
  • wrażenie ciągłego zmęczenie
  • utrata zainteresowania seksem

Ważne

Uważam, że pomoc psychologiczna online nie jest wskazana, jeżeli w stanie depresyjnym dominują myśli samobójcze. Podobnie jak samookaleczenia i próby samobójcze są sygnałem, że należy jak najszybciej skonsultować się z lekarzem psychiatrą.

Tagi tego wpisu:

depresja objawy depresji

Komentarze:

Saturday 10.01.2009 14:24, Joanna

Polscy psycholodzy i psychiatrzy nie maja pojecia, jak pomoc w depresji.

Jedyna rada - leki.

Moja megaciezka depresja byla beznadziejnym odbijaniem sie od drzwi do drzwi - ja umieralam z cierpienia, stanow lekowych, bezsennosci, koszmarnych roznych objawow somatycznych , potrzebowalam wsparcia, pomocy - trafialam na znudzone panie, spozniajace sie na wizyty, rozkladajace rece - "no , ale co ja tu moge wlasciwie zrobic - tylko leki, tylko leki"....

Zawsze uwazalam, ze na psychlogie sa za latwe egzaminy...

tam szly na ogol takie dziewczeta, ktore nie mialy szansy dostac sie na medycyne, a chcaily "leczyc"....

Saturday 10.01.2009 16:34, MariaGerita

No to faktycznie masz kiepskie doświadczenia z polskimi psychologami i psychiatrami.

Piszesz "moja megaciężka depresja była ..." - ciekawa jestem, jak sobie z nią poradziłaś? Co było dla Ciebie pomocne?

Monday 12.01.2009 19:24, Joanna

Hmmm.... Moze za dlugi byl.

Jeszcze raz sprobuje.

No coz, meczylam sie rok... Rok najgorszego w swiecie cierpienia.

Odsuneli sie jak rozdzka magiczna dotknieci wszyscy przyjaciele, znajomi, rodzina.

Moj facet zachowywal sie przeciwnie, niz by nalezalo.

To byla koszmarna depresja poporodowa, moj mezczyzna powinien mi zapewnic wsparcie, zroumienie, opieke, a on szalal z wscieklosci, ze mu histeryzuje, ze jestem zalosna, co ze mnie za matka, jestem nienormalna,

zabierze dziecko i "zolte papiery" zalatwi.

Potem zaczal sie regularnie znecac...

To nie do opisania, co przezylam.

Nie bylam w stanie sie zajmowac dzieckiem, a nikt mi nie chcial pomoc.

Wszyscy uwazali, ze "histeryzuje", a moj drogi partner stwierdzil, ze jak mi przestanie dawac pieniadze i w ogole przychodzic, bede miala "prawdziwe" problemy

i glupoty i fanaberie z glowy mi wywietrzeja.

Ciagle slyszalam "mam wyjsc???" .

Sukinsyn.

To dlatego chodzilam po lekarzach, choc nawet znalezienie numeru telefonu bylo dla mnie wtedy wysilkiem ponad miare.

Nie spalam, nie moglam nic robic, blagalam kazdego, kto mi sie pojawil w polu widzenia, zeby ze mna troche pobyl - wszyscy znikali po jednej wizycie, przerazeni...

Nie mialam co jesc, gotowanie mnie przerastalo, chodzilam glodna, nieumyta, zaplakana...

I zero zrozumienia otoczenia, nawet lekarzy, koszmar, pieklo...

Tylko jedna dziewczyna, psycholog, pomogla mi troche - miala wiele razy do czynienia z takimi przypadkami i po prostu przynajmniej wiedziala,

co sie ze mna dzieje.

Powiedziala mi pare rzeczy, ktore byly pomocne, poradzila, zeby zatrudnic kogos do pomocy... Przynajmniej tyle.

Jedyna osoba, ktora mnie zrozumiala byla kolezanka, ale ona mieszka na drugim komcu Europy. Polecialam do niej w najgorszym momencie, kiedy nawet wyjscie z domu mnie zabilalo, nie spalam od kilku dni -

lot , samoloty, koszmar z 4-miesiecznym dzieckiem, ale dwa tygodnie u niej uratowaly mi zycie.

Podnioslam sie tam na tyle, ze potem pomalensku zaczelo mi sie poprawiac.

Byly to najpierw godzinne "przeblyski", potem po tygodniach juz kilkudniowe.

Teraz, po 13-tu miesiacach czuje sie nadal nedznie, ale juz bez tych dziwnych "odmiennych stanow", kiedy czulam, ze wszystko wokol mnie jest jak z plastiku, obce,

przerazajace.

Strasznie, strasznie przykra, wyniszczajaca choroba.

Wiele w zyciu wycierpialam, choroby, smierc bliskich, ale to bylo najgorsze, nie maialam pojecia, ze w ogole istnieje takie cierpienie

i ze tak potwornie samotnym mozna wtedy zostac.

Monday 12.01.2009 19:29, Joanna

Powinno sie takie kobiety zabierac razem z dzieckiem do jakiegos sanatorium, opiekowac sie nimi, karmic, ubierac. Chocby dla dobra dziecka, bo naprawde.... to, ze nic mu sie nie stalo to CUD...

Spadl mi raz z kanapy, jak bylam tak potwornie przerazona jakims kolejnym dolem, roztrzesiona, nieprzytomna z niewyspania - na szczescie lekarze nic nie stwierdzili zlego.

Opieka nad niemowlakiem w takim stanie przypomina - bo ja wiem??? - jakby sie tonelo, albo plonelo, albo umieralo z bolu i trzeba bylo jednoczsnie zmienaic pieluszki itd...

Naprawde, zastanawiam sie tylko, czy uda mi sie poskladac zycie na nowo - jakos zaprzyjaznic ze swoim dzieckiem (poczucie braku wiezi z nim jest chyba najgorsze ze wszystkiego), wrocic do faceta, ktorego wywalilam za drzwi, odnalezc radosc w CZYMKOLWIEK, bo na razie... wygladam na 20 lat wiecej, niz mam, zle sie czuje, nic mnie nie cieszy + meczy mnie koszmarne poczucie gniewu, zalu, nienawisci do tych burakow, ktorzy mnie potraktowali, jak wariatke, zamiast pomoc - mam nadzieje, ze kilka osob dobry Bog do siebie przygarnie, bo czasem mam wielka ochote go wyreczyc za to, co mi zrobili.....

Koszmar, pieklo

Jak sie z tego w koncu wydobylam (wydobywam)?

To sie dzieje samo.

Po prostu przechodzi - potwornie powoli...

Nic mi nie pomagalo.

Mysle, ze o wiele krocej by to trwalo, gdyby ktos mnie wspieral, uspokajal, okazywal milosc - no niestety, ja trafilam na kompletnie wynaturzonego prostaka i jego mame, na podobnym poziomie rozwoju....

Prawie mnie zabili.

Tuesday 13.01.2009 18:41, MariaGerita

Joanno, przejmująco opisujesz to przez co przeszłaś. To fatalna sytuacja, że nie mogłaś wówczas liczyć prawie na niczyje wsparcie. Szanuję to, że przeszłaś to praktycznie sama, nie poddając się, nie "zakładając rąk" co tylko pogorszyłoby Twój stan. I wierzę, że było to prawdziwe piekło. Na szczęście miałaś bliską osobę - koleżankę, do której mogłaś wyjechać i determinację, żeby to zrobić.

Twoje doświadczenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że udzielając pomocy osobie w depresji niezmiernie ważna jest praca z całą jej rodziną. Tłumaczenie objawów, poszukiwanie sposobów reagowania w różnych sytuacjach, ... - po prostu wspierania człowieka, który doświadcza stanów dla najbliższych zupełnie niepojętych. Negatywna postawa rodziny nie zawsze wynika z ich złej woli - czasami jest to strach, bezsilność i niewiedza. Chociaż czasami też tak jest, że właśnie w takim momencie można się przekonać z kim naprawdę się człowiek związał. I to chyba było Twoim udziałem - poznałaś partnera od takiej strony, której w innej sytuacji w ogóle mogłabyś nie dostrzec.

Przed tobą teraz ważne cele i fajnie, że je sobie stawiasz:

- wzmocnienie więzi z dzieckiem

- ułożenie sobie relacji z partnerem

- pozbycie się żalu i gniewu, bo kiedy te emocje zalegają to wówczas trudniej oderwać się od złych doświadczeń

- odbudowanie swojego życia osobistego - znalezienie obszarów, które sprawiałyby Ci frajdę i dawały satysfakcję

- ...

Rozumiem, że poskładanie życia od nowa to jest teraz realne wyzwanie, bo do tego co było nie da się już w 100% wrócić.

I wierzę, że Twoje życie na nowo budowane, ze świadomością tego, co jest dla Ciebie ważne, czego pragniesz, jakimi ludźmi chcesz się otaczać będzie może nawet pełniejsze. Piszę o świadomym budowaniu, bo czasami choroba jest takim przystankiem, który zmusza do tego, żeby z dystansu spojrzeć na wiele spraw.

Myślę, że teraz ważne jest byś miała jakiś plan, który będziesz mogła pomału realizować. Wyznaczać sobie cele na miarę swoich możliwości/sytuacji i spokojnie do nich dążyć. To będzie umacniało Twoje poczucie sprawstwa, a z czasem może dawać również zadowolenie.

Dziękuję Ci za ten wpis, mam nadzieję, że przybliży komuś czego może doświadczać osoba dotknięta depresją - i to na różnych poziomach: myśli, emocji, ciała, działania.

Pozdrawiam Cię serdecznie, Margaretta

Monday 25.05.2009 19:38, agrafa

moje zycie nie ma sensu..dlaczego ja ciągle boje się czegoś o czym nie wiem?? idiotka ze mnie...!

Saturday 31.10.2009 21:03, bez życia

nie wiem jacy sa polscy psychologowie/psychiatrzy bo po 1 sze bez pieniedzy trudno sie gdziekolwiek dostac i to mnie zniecheca ale z drugiej strony czuje ze jest coraz gorzej najgorsze ze wszystko skrywam w sobie probuje sie usmiechac w obecnosci innych i byc normalna i nikomu do glowy by nie przyszlo ze jestem w stanie jakim jestem ale aktorstwo na dluzsza mete duzo kosztuje sil -nie mam ochoty nigdzie wychodzic i nikogo widziec jestem drazliwa wiecznie zmeczona mam problemy z zasnieciem za to w dzien moge lezec caly dzien tłuke sie co jakis czas do lekarza 1szego kontaktu bo czuje sie oslabiona ospala ale krew w porzadku -nie widze swojej przyszlosci mam wrazenie ze nic mnie nie czeka i tak przez kilkanascie ostatnich miesiecy-tyle sie mowi o depresji lekarzach itp tylko jest jeden problem ze ich nie ma i nie wiadomo do kogo sie zwrocic bo wszyscy chca kasy i to ma byc powolanie

Wednesday 11.11.2009 16:04, Oliwka

Też mam depresje,bynajmiej ja tak sądze.Ale nie stety też jestem z tym sama.A dla tego że nie mam czasu na porady psychologów lub psychiatry.Mam dwuletniego syka.I to tylko on mnie trzyma przy życiu.To wszystko zaczeło się jak chodziłam do liceum.Myslałam że się skończyło jak poznałam mojego męża i że to on mi pomógł z tego wyjść ale wystko zaczeło się nasilać jak mój synek skończył roczek.A śmierć mojego Taty to przypieczętowała.Karzdy współczł mojej siostrze i mamie a mnie nik się nie zapytał jak ja sobie daje rade.No bo przecież z nimi nie mieszkałam i pewnie jest super.A tak wcalenie było.Z moją mamą i siąstrą całkowicie straciłam kontakt.Były tylko kłutnie i wyrzuty.Więc ze śmiercią Taty straciłam całą bliską rodzine.Na dodatek rodzice mojego męża zaczeli mnie o wszystko obwiniać.Obecnie to tylko dom i praca i nic więcej.Najgorsze jest to że wróciły myśli samobójcze.Ale myśl że zostawie mojego synka samego odpycha te mśli ale nie wiem na jak długo.Przestało mieć ochote do zycia.Wszystkie obowiązki są na mojej głowie.Mój mąż przestał cokolwiek załwarzać i nic nie potrafi załatwić.A ja już mam wszystkiego i wszystkich dosyć.Chcę ucieć tam gdzie ktoś mnie doceni i będzie mnie kochał taką jaką jestem.I będzie ze mną a nie obok mnie:-(

Saturday 21.11.2009 13:29, ei

Poczytałam trochę i zdaje się, że dołączam do grupy depresyjnej. Kilka miesięcy temu przeszłam załamanie nerwowe. Musiałam podjąć decyzję, z którą nie chciało się pogodzić moje wnętrze. Od tej pory nie myślę. Męczy mnie to do bólu. Nie odczuwam niczego prócz przygnębienia i ciągłego smutku. Nie, nie ciągłego. Potrafię czasem sie roześmiać, chodzę do pracy, od czasu do czasu zajmuje się domem. Głównie wtedy, gdy mozna sie zabić o bałagan. Źle sypiam lub wcale. Wciąż płaczę. Wszystko mnie boli. Wysiada mi kręgosłup. Gapie sie godzinami w ekran komputera i szukam nie wiedzieć czego. Drażnią mnie moje dzieci, cudze jeszcze bardziej. Do tego mam sporo obowiązków, które "odbębniam" i marzę o wakacjach. Na domiar złego mam trochę kłopotów rodzinnych. Nie chce iść do lekarza. Sama nie wiem dlaczego, ale nie pójdę. Czy mam inne wyjście?

Monday 01.02.2010 18:18, Iza

Ja pare miesięcy temu przeżyłam załamanie nerwowe, kaleczyłam siebie i usiłowałam sie zabić, mój chłopak zmusił mnie bym pokazała rany rodzicom i tak trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Tam było mi najlepiej, odpoczełam, rozmawiałam z psychologiem, który mnie rozumiał, czułam sie słuchana i w miare stabilna emocjonalnie. Niestety musiałam powrócić do domu, gdzie na każdym kroku pojawiają się wspomnienia, ogarnia mnie smutek, bezsilność. Jedyną ucieczką jest mieszkanie mojego chłopaka, który całym sobą stara sie mnie wspierać. Chłopak robi co może, a ja nadal nie uwolniłam sie od tych potwornych myśli. Nie mam kontaktu z tamtym psychologiem, bo szpital jest bardzo daleko od mojego domu, byłam na jednej wizycie u innego psychologa, jedyne co sie sprawdziło z jego słów to: "depresja u wiekszości osób, to przemilczany gniew odwrócony na siebie". W moim przypadku zdanie to jest w 100% trafne, ale jak wyść z depresji nadal nie wiem. Nie mogę spędzać całego wolnego czasu z chłopakiem, bo jestem niepełnoletnia, a on jest jedynym dla mnie wsparciem. "17lat i już masz takie myśli? To skąd?" - słowa pierwszej psychiatry, od której tabletki pogorszyły mój stan. Często czuje bezsilność, tone w obowiązkach, nie wywiązuje sie.. Kiedyś byłam ambitna chodziłam do szkoły muzycznej miałam plany na zycie, teraz nie widze swojej pszyszłości, nadal wyobrażam sobie swoją śmierć i czuje okropny żal do osób, które mnie skrzywdziły. Czasem osoby, które najbardziej sie kocha zadają najgłębsze rany, to przykre.

Thursday 13.05.2010 10:28, Paulina

mam pytanie. miesiąc temu zmarł mój dziadek. znalazłam go pierwsza w mieszkaniu. od tamtego momentu jestem jak na speedzie. nie mogę spać, jeść cały czas mam stan przygnębienia. na początku brałam tabletki, ktore jako tako chronily mnie przed ta "rzeczywistoscia". caly czas mam ochote plakac. mam leki, ze zaraz to powroci i wrazenie, ze w kazdej chwili moge stracic kolejna bliska mi osobe. przez pol miesiaca snil mi sie dziadek dzien po dniu. od kilku dni juz nie. poza tym mam problemy z orientacja co dodatkowo mnie doluje bo kocham nieodpowiednia osobe. i nie daje rady. co mam zrobic?

Napisz komentarz